Monobloki lampowe BAT VK-150SE


Grzegorz "gsmok" Makarewicz, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wzmacniacze BAT VK-150SE to potężne monobloki lampowe oferujące niebagatelną jak na urządzenie lampowe moc  150W/4Ω. Niech nikogo nie zmyli oznaczenie SE w symbolu wzmacniacza. Nie oznacza ono bynajmniej układu niesymetrycznego (Single Ended), a jedynie wersję specjalną urządzenia (Special Edition). Nie znam niestety szczegółów odróżniających zwykłe wersje wzmacniacza od wersji SE. Opierając się na wzmiankach w prasie fachowej są one ponoć bardzo istotne ale tajne .

U podstaw firmy Balanced Audio Technology (BAT) stoi dwóch byłych pracowników firmy Hewlett-Packard - Victor Khomenko i Steve Bednarski. W 1995 roku BAT opracował dwa urządzenia audio: przedwzmacniacz VK-5 oraz wzmacniacz mocy VK-60. Ich prezentacja na Winter Consumer Electronic Show okazała się dużym sukcesem i od tej pory BAT stała się firmą kojarzoną wyłącznie z wysokiej klasy sprzętem audio. Monobloki VK-150SE również należą do tej grupy urządzeń.


Rys. 1.

Z pewną nieśmiałością muszę przyznać, że wygląd zewnętrzny - podkreślam zewnętrzny - wzmacniacza nie podoba mi się . Jest to, jak dotychczas jedyny wzmacniacz fabryczny na "diabełkach", czyli lampach 6S33S (6C33C), który nie wzbudza we mnie pozytywnych doznać estetycznych.

 
Rys. 2.

Przyczyną są dobrze widoczne na poniższej fotografii puszki osłaniające transformatory. Zakłócają one linię wzorniczą wzmacniacza. Prostokątna podstawa wraz z kanciastymi elementami dekoracyjnymi umieszczonymi na płycie czołowej zupełnie nie pasuje do obłych kształtów puszek, które są elementami jakby z zupełnie innej bajki. Nie da się pogodzić słodkiej bezy z ostrym ketchupem jako składników jednej potrawy. Taka uczta kończy się zwykle nudnościami . Ponieważ jednak estetyka to rzecz gustu, na tym kończę swoje wywody na temat moich doznań estetycznych.

 
Rys. 3.

Widoku przedstawionego na Rys. 4. nie komentuję, bo tak obiecałem. Nie ma mnie tu, jestem zajęty czymś innym .

 
Rys. 4.

No, teraz mogę wznowić komentarz. Przypatrzcie się temu nieco przykurzonemu (tak mi było śpieszno do rozebrania wzmacniacza, że dokładniejsze odkurzenie pozostawiłem na później ) fragmentowi przedniej części. Wyjąłem wszystkie lampy, aby szczegóły konstrukcji mechanicznej były lepiej widoczne. Obróbka mechaniczna i spasowanie części są po prostu perfekcyjne. Zwróćcie uwagę na grubość zastosowanych blach, to prawdziwy monument .

 
Rys. 5.

Teraz kilka ujęć wzmacniacza od zaplecza. Widać bardzo pomocny podczas przenoszenia detal. Nie jest to żadna "atrapa" jaką można spotkać w niektórych konstrukcjach, lecz solidna i ergonomicznie ukształtowana rączka o parametrach gwarantujących, że podczas podnoszenia wzmacniacz nie pozostanie na stole lub co gorsza nie znajdzie się nagle na naszych stopach. Rączka jest równie solidna co niepasująca wzorniczo do bryły wzmacniacza (podobnie jak kubki transformatorów - ale o tym sza).


Rys. 6.

Jeszcze kilka ujęć, na których widać panel tylni wzmacniacza.

 
Rys. 7.

 
Rys. 8.

Bardziej szczegółowy widok gniazd. Bardzo solidne ale równocześnie "normalne". Zwolennicy "cudownych stopów" i "rzadkich pierwiastków" mogą czuć się zawiedzeni. 

 
Rys. 9.

Teraz prawy i lewy boczek ...

 
Rys. 10.

 
Rys. 11.

... oraz ostatni widok kompletnego wzmacniacza w pełnym oświetleniu na stole.

 
Rys. 12.

Poniżej mała minigaleria wzmacniacza pozbawionego obsady lamp.

 
Rys. 13.

Na poniższej fotografii widać wyraźnie, jak dobrze "spasowana" jest obudowa i jak dobrze dopasowano otwory w chassis do położenia podstawek zamontowanych na płycie drukowanej umieszczonej wewnątrz obudowy. Środki otworów i środki podstawek znajdują się dokładnie na jednej osi. Żadnych dających się zauważyć przesunięć. Lampy wstawione do podstawek są umieszczone idealnie centrycznie w otworach. Polecam sprawdzenie tego drobiazgu w posiadanych wzmacniaczach - zapewniam, że nie zawsze jest tak pięknie jak tu .


Rys. 14.

 
Rys. 15.

 
Rys. 16.

Ujęcie ekwilibrystyczne przyprawiające o lekki zawrót głowy, ale dokładnie pokazujące spasowanie osłony spodniej z tylną krawędzią chassis.

 
Rys. 17.

A teraz spód. Widać całą osłonę, oraz cztery tajemnicze otwory. Nie będę Was trzymał w napięciu- są to "studzienki inspekcyjne" bezpieczników.

 
Rys. 18.

Drugi szczegół (dla przypomnienia, pierwszy dotyczył gniazd wejściowych i głośnikowych), który może przyprawić niektórych audiofili o ból głowy - "Jak taki topowy wzmacniacz może stać na zwykłych gumowych nóżkach. Tu przecież powinny być zamontowane wielosekcyjne, co najmniej semiaktywne ustroje antywibracyjne". Rzeczywistość potrafi brutalnie rozprawić się z takimi poglądami - takie nóżki sprawdzają się najlepiej, a tajemnica dobrego dźwięku tkwi w prawidłowo zaprojektowanym i profesjonalnie wykonanym urządzeniu.

 
Rys. 19.

No i w końcu to, co tygrysy lubią najbardziej - szczegóły wnętrza . Na początek kilka fotografii obejmujących całe wnętrze.

 
Rys. 20.


Rys. 21.


Rys. 22.


Rys. 23.

A teraz cały zestaw ujęć uszeregowanych w taki sposób, że ukazują wnętrze wzmacniacza coraz bardziej szczegółowo. Miód dla oka konstruktora. Można zobaczyć sporo interesujących rozwiązań, które warto przeanalizować projektując własny wzmacniacz lampowy wykorzystujący płytki drukowane. Oczywiście, do pewnych rzeczy można się przyczepić - wszak jak wiadomo powszechnie, nie ma rzeczy idealnych.


Rys. 24.


Rys. 25.


Rys. 26.


Rys. 27.


Rys. 28.


Rys. 29.


Rys. 30.


Rys. 31.


Rys. 32.


Rys. 33.


Rys. 34.


Rys. 35.


Rys. 36.


Rys. 37.


Rys. 38.


Rys. 39.


Rys. 40.


Rys. 41.

Użytkownicy Forum AudioStereo mieliby tutaj niezłe używanie - "Kondensatory elektrolityczne 85o - toż to profanacja , natychmiast trzeba zrobić jakiś stosowny mod". A niech to - dlaczego w takim razie ten wzmacniacz jest tak ceniony - czyżby cieszący się jego dźwiękiem nigdy nie zaglądali do środka?


Rys. 42.

W beczce miodu może się pojawić łyżka dziegciu. I tak jest w przypadku tego wzmacniacza. Może to tylko przypadłość tego egzemplarza, może to pozostałość jakiejś naprawy, która została wykonana bez wiedzy producenta. Faktem jest, że wzorcowa estetyka wykonania została zakłócona tym drobiazgiem. Jeśli ktoś ma problemy z jego lokalizacją zapraszam do obejrzenia następnej fotografii...


Rys. 43.

... na której widać w powiększeniu co wzbudziło moje zniesmaczenie.


Rys. 44.

Przesuńmy wstydliwy obszar na dalszy plan i delektujmy się kolejnymi szczegółami konstrukcyjnymi.


Rys. 45.


Rys. 46.


Rys. 47.


Rys. 48.

Niektóre fotografie wykonałem wstawiając obiektyw aparatu do wnętrza obudowy. Ujęcia wydają mi się ciekawe. Oglądając je odnosi się wrażenie spacerowania w środku wzmacniacza pomiędzy elementami.


Rys. 49.


Rys. 50.

Brrrr .


Rys. 51.


Rys. 52.


Rys. 53.


Rys. 54.


Rys. 55.


Rys. 56.


Rys. 57.


Rys. 58.


Rys. 59.


Rys. 60.


Rys. 61.


Rys. 62.

Co do trwałości takiego połączenia mam pewne wątpliwości - ale najwyraźniej sprawdza się w praktyce.


Rys. 63.

Na zakończenie chciałbym zaspokoić ciekawość wszystkich, którzy podczas oglądania zdjęć zastanawiali się, kto jest producentem widocznego na nich transformatora toroidalnego. Poniższa fotografia wyjaśnia wszystko. Producenta nie trzeba przedstawiać, a skorzystanie z jego usług można zaliczyć na plus firmie BAT. Zawartość nalepki sugeruje, że nie skorzystano z modelu dostępnego w standardowym katalogu producenta, lecz transformator został nawinięty przez firmę Plitron specjalnie dla firmy BAT. Nic w tym dziwnego, bo BAT ma równie silną pozycję wśród klientów jak Plitron.


Rys. 64.

Jednym z przejawów dbałości o jakość wykonania transformatora toroidalnego jest sposób nawinięcia folii chroniącej zewnętrzne uzwojenie. Widziałem różne "patenty". Niektóre transformatory są zabezpieczone w taki sposób, jakby folię nawijano ręcznie. Pasek folii jest luźny i pomarszczony, sąsiednie zwoje nachodzą na siebie na przysłowiowy "milimetr" i po pewnym czasie "rozjeżdżają się" i odsłaniają uzwojenia . Tutaj folia jest nawinięta równo i gęsto. Rozwodzę się nad tym drobiazgiem z dwóch powodów. Po pierwsze, to właśnie takie drobiazgi decydują o trwałości i niezawodności urządzenia, że o walorach estetycznych nie wspomnę. Po drugie, na naszym krajowym rynku od pewnego czasu działa producent transformatorów, którego wyroby nie odbiegają ani o włos od pokazanego transformatora Plitrona. Nie mamy się więc czego wstydzić.

I takim oto optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć niniejszą prezentację.

Opracowanie: Grzegorz "gsmok" Makarewicz, www.trioda.com